Parafia p.w. Zwiastowania NMP w Witkowie Śląskim

Dokumenty znalezione podczas remontu kościoła

15 lutego 2013

Podczas prac remontowych na wieży kościoła zostały znalezione dokumenty. Pochodzą one z drugiej połowy XIX w..  Są to zapiski sporządzone przez ks. proboszcza Franza Jaitnera.  Bardzo dziękuję P. Krzysztofowi Rudnickiemu za tłumaczenie.

Ks. Janusz

TŁUMACZENIE 1

Wszystko ku wielkiiej czci Boga

i błogosławionej Marii Panny

W imię całej Trójcy Świętej zaczynam moje krótkie notatki aby tym samym przechować je w szpicu (w kuli) nowo wybudowanej wieży.

Wieża kościoła w swojej wcześniejszej postaci szpeciła zewnętrzną część  zwykle pięknego kościoła wsi, osadzona była bezpośrednio przy dachu, na końcu wieża była trochę wygięta, przykryta krótkimi pomalowanymi na czerwono gontami, tak jak się Kościół odwzorowywał widać na obrazie w korytarzu Parafii,  który wykonał opat Ildefons Reuschel. (Ostatni, 47 opat Ildefons Reuschel mieszkał w klasztorze w Krzeszowie aż do śmierci.)

Doszło do tego, że gonty tego krzywulca niszczały, od roku 1816 i belki do zawieszenia dzwonów były zbutwiałe. Z tego powodu niżej podpisany proboszcz Franz Jaintner zwróciłem się do stowarzyszenia zarządu kościoła i do przedstawicielstwa wiernych, którzy nawiasem mówiąc, zawsze żyli
w najlepszej zgodzie, złożyłem skromną prośbę do królewskiego rządu w Legnicy, że mogłaby zostać wybudowana nowa wieża, poczym też królewski rząd jako patron kościoła  zgodził się, zlecając tym samym Panu Momm inspektorowi budowlanemu regionu wykonanie rysunku, gdyby nowa budowa okazała się naprawdę konieczna. Pan inspektor budowlany uznał konieczność
i sporządził zgrabny ale droższy w budowie szkic wieży, który zarząd królewski odrzucił i tak dopiero drugi szkic zdobył uznanie, który został wykonany w ostatecznej formie, kosztorys wynosił 6400 marek, przy czym także przebicie  wieży przez wnętrze kościoła, poprzez które zostałoby wykonane piękne
i wygodne wejście, tak samo przebicie muru nawy kościelnej, przy czym zachowalibyśmy okrągłe lewe okno pod chórem jak i całe wyposażenie (urządzenie) tak zwanej zakrystii, na lewo od wieży pomieszczenie na zwłoki, względnie do przechowywania narzędzi dla grabarzy. Nie została także uwzględniona nieładna zawieszka zwisająca po lewej stronie kościoła, tam gdzie jest nowe okno, mianowicie kostnica. Jako wejście do kościoła od strony zachodniej mieliśmy tylko wąskie przejście, które znajduje się na prawo od wieży; przy południowej stronie znajduje się wejście główne. Nowa zakrystia istnieje od 1883 roku, która niestety została za prosto zbudowana i nie jest praktyczna, też przez ankier, który jest przyczepiony mocno do kościoła, okazało się, że wygodniejsza niż stara obok wieży ma się rozumieć. Także wejście od południowej strony powinno zostać poszerzone, tak samo dach nad wejściem zachodnim, który jest z gontu powinien być pokryty dachówkami. Dach całej nawy kościoła został wykonany w 1882 roku, wcześniej były jeszcze gonty. Sprawy dotyczące kosztów poniósł sam rząd królewski, wierni zapewnili pracowników i narzędzia do jej wykonania. Koszty pracy wyniosły nieco ponad 400 Marek. Cegły na wieżę zostały przywiezione z Ciechanowic, zewnętrzne, które wszystkie są puste lub poprzewiercane, zostały sprowadzone z Lubania.

To co dotyczy wnętrza kościoła, zostało tak samo w roku 1879 wyremontowane, ale nie zgodnie ze stylem, zostało tylko zniekształcone i wprawdzie przez niekatolickiego malarza i samouka o imieniu Fiebig, który bez mojej zgody nie mógł zrobić pociągnięć pędzlem, ale uznałem to za skończone, gdy 3 maja 1883 roku przybyłem do Witkowa jako proboszcz.

Wierni przez dobrowolną subskrypcję odnośnie Zbiorów zdobyli 1700 Marek.

Organy zostały zbudowane w roku 1879 przez budowlańca Schalg ze Świdnicy na koszt królewskiego rządu.

Obraz na ołtarzu został wykonany dopiero 25 marca 1886 roku, został namalowany przez malarza historycznego Ferdynanda Winter z Wrocławia
i kosztował 600 marek, które pochodziły z jałmużny.  Ferdinand Winter sam ofiarował do tego 25 Marek. Wszystkie 3 ołtarze stały w jednym kierunku, to znaczy przy wschodniej ścianie prawej i lewej ołtarza głównego, dopiero po zawaleniu się ołtarza świętego Jana, oby dwa przestawiłem, to znaczy na północną ścianę kościoła.

Moim życzeniem było tylko, aby kościół był przestronniejszy, ale to musiało zostać tylko pobożnym życzeniem ; na powiększenie kościoła rząd królewski na pewno by się nie zgodził, tym bardziej, że tym samym od mojego pobytu tutaj przez wszystkie lata był powołany do współpracy przy budowie, to jest w roku 1883 przy renowacji Parafii, na nowo pokrywając ją, co kosztowało około 1700 Marek. W roku 1884 wyrzuciłem piekarnik z kuchni, przeniosłem go do piwnicy, wykułem drzwi przez dwa pokoje, tak że zostało zrobione bezpośrednie połączenie z kuchnią i jadalnią. W latach 1885 mur cmentarza
i ogrodu Parafii został odnowiony, na co rząd królewski dał wszystko.

Ora pro me, mi care con frater qiucumque Has lit teras invenies

(Tyle tego. Módl się za mnie drogi Bracie, gdy tylko znajdziesz te Pisma).

Witków 24. Sierpnia 1886

Franz Jaitner, Proboszcz

Urodzony w Równe koło Głubczyc

TŁUMACZENIE 2

Wszystko na wielką cześć Boga

Może będzie można się dziwić, na różne stosunki, które panują w parafii, gdy się kiedyś znajdzie te kroniki.

Przeżyliśmy długi i ważny czas, od około 20 lat; w tym czasie odbyła się smutnej pamięci wojna domowa między Prusami i Austrią.

Nastąpiło wtedy obrabowanie naszego Ojca Świętego Papieża Piusa IX, rozwiązanie soboru, który przez swoją zarozumiałość, spowodował odpad katolików z kościoła macierzystego wskutek  dogmatu nieomylności, francuskiej wojny, która nas długo trzymała w zdenerwowaniu i napięciu (1870/71) i ledwie co osiągnięto z dużym wysiłkiem zwycięstwo i pokój na zewnątrz, doszło do wojny kultur, gdzie Katolicy w Prusach mieli być wyjęci spod prawa, gdzie nasi zakonnicy wielce zasłużeni  dla ludzkości zostali wypędzeni z kraju, gdzie biskupi  zostali uwięzieni albo spaleni, gdzie za katolickimi księżmi, którzy  prawnie (według  państwowego wyroku) byli zatrudnieni, gdy jakiemukolwiek opuszczonemu, umierającemu udzielono sakramentu przed śmiercią, zaraz go łapano, gdzie żandarmii na rozkaz urzędnika starosty szczególnie w Poznaniu robili polowania na księży lub zakonników, gdzie w izbach gdzie jakiś Winhorst i Mallinkroth, Rechensberger, Schorlemer i jak ci wielcy, którzy za katolickie sprawy, nazywali sie wysoce zasłużonymi ludźmi, przeciw takim niesprawiedliwościom zabierano głos i tak oczywiście, jak się nam katolikom wszystkie zagwarantowane prawa zabierało, nie było pogardy gdy się przeciw nam księżom robiło tak zwane prawo koszyka na chleb, w którym szczególnie Profesor  Gneist wystąpił przeciw nam
w Berlinie i gdzie padło hasło:  precz z Rzymu, wolny międzynarodowy katolicki kościół (prawdziwy bezsens), to był smutny czas i trwał wprawdzie przez 13 lat. W tym czasie byłem Kapłanem w Bolkowie, ponieważ zostałem jeszcze przyjęty przed prawami majowymi i ponieważ rząd w Legnicy był najbardziej hojnym wśród rządów Prezydenta Zeidlitz Neukirch (Siedlec-Nowego Kościoła), mogłem sobie pozwolić na zapomogę; bo gdzie nie ma adwokata nie ma też sędziego, tak wielokrotnie zastępowałem chorego proboszcza Henschela w Świebodzicach, działał w szklarni do upraw roślin ozdobnych w Gostkowie i przy chrzcie  w Reichenbach( Dzierżoniowie), gdzie stryjeczny dziadek nazywany przeze mnie Adolf Max Rinke,był arcykapłanem, musiałem nawet ochrzcić dziecko Bismarka. Do było dla mnie za wiele
i powiedziałem ojcu: Bismarka nie ochrzczę, on nie jest przecież święty. Sądziłem, że zostanę za to ukarany, ale nic nie przyszło. W końcu po 13 letnich długich i gorzkich walkach, które stoczyli szczęśliwie mężczyźni  z odwagą
i wieloma ofiarami i z pozostawieniem swoich rodzin, nadszedł długo oczekiwany pokój, nie od razu tylko wszechmocnie. Kanclerz Rzeszy książę Bismark, zwrócił się do naszego Ojca Świętego Leona 13, o interwencję, ponieważ Prusy i Hiszpania popadły w konflikt wskutek kolonii. Ojciec Święty rozwiązał tą sprawę z zadowoleniem dla obu stron i teraz był od razu ukochanym dzieckiem w Berlinie jak i całych Niemczech.  Wszędzie go chwalono, dawano Ordery i inne podarunki oczywiście na złość tak zwanym bojownikom-kulturowym. Tak więc kochany Bóg posłużył się wrogiem swojego kościoła, że oni sami musieli wychwalać i że negocjacje między Prusami, a Rzymem w końcu odniosły szczęśliwie sukces. Bogu niech będą dzięki.

Przybyłem tutaj w roku 1883, 5 maja jako proboszcz, i byłem tu za sprawą wiernych, którzy mnie poznali podczas mojego zastępstwa w Gostkowie, u Pana Głównego Prezydenta Świdnicy,  otrzymałem wakat probostwa.

Pan proboszcz Thiel, mój poprzednik, troszkę się poróżnił z  wiernymi, dlatego odszedł na emeryturę w wysokości 300 Marek, którą przejąłem. Moje przyjęcie i  wprowadzenie się było bardzo uroczyste, wiernym,  którzy radzie parafialnej dostarczyli największej ilości ofiar i którzy wyszli mi naprzeciw z dużym zaufaniem, ja przyniosłem ze sobą dobrą, najlepszą wolę,  tak wkrótce powstał spokój, który widziałem i nie czułem żadnej dysharmonii. Wspólna uczta w „Schwarzen Adler” (Czarnym Orle)  wzajemnie nas zaprzyjaźniła. Nie chwaląc się, pracowałem pilnie, wychodziłem z uprzejmością naprzeciw ludziom, żyłem na stopie przyjacielskiej z panami nauczycielami,  szkoła mnie zaakceptowała w szczególny sposób, a ja w krótkim czasie zyskałem umiłowanie parafian.

W ostatnim czasie od mojego przybycia wiele gospodarstw i właśnie te najlepiej uprawiane przeszły w ręce innowierców i w prawdzie przez lekkomyślność, marnotrawny sposób życia; na przykład majątek rolnika nr 3 (300 Morgów) 75ha, nr 6 około (118 Morgów) 29,5ha, nr 19 około 80 Morgów (20ha), nr 22 około 50 Morgów ( 12,5ha), nr 26 około 70 Morgów (15,5ha), tak zwane role, wskutek gospodarki sądowej popadły w sekwestracje, względnie już przeszły do agentów tak, że mimo moich starań nie mogłem ich zatrzymać i uratować. Zwróciłem się z tym do kurii do Wrocławia, czy mogliby nam udzielić taniej pożyczki, ale dano mi odmowną odpowiedź. Zatem przeszło to w ewangelickie ręce. W 3 roku mojego pobytu tutaj numer 27, pięknie utrzymane gospodarstwo z 196 Morgami (49ha) popadło w niebezpieczeństwo. Moje starania, moje troski, moje poświęcenie i  bieganiny, wie tylko wszechmogący jak ocenić. Upokorzyłem się do wszystkiego co możliwe, naturalnie to co dozwolone przed bogiem i prawem, właścicielowi, który miał prawie 70 lat, i zaglądał często do kieliszka, w takim stanie towarzyszyłem mu w drodze do domu, albo troszczyłem się o to, że gdy on wychodził z karczmy  aby go nie spotkało nieszczęście, często go odwiedzałem ,  goniłem i łapałem każdym sposobem, gdy słyszałem, że on chce coś sprzedać, biegłem do niego, a on mi ciągle obiecywał, że sprzeda tylko katolikom. Nawet wiernych prosiłem aby mieli czujne oczy na niego, ale ostatnio przyszedł do mnie ze swoją żoną i powiedział mi , że chce teraz sprzedać, chciałem mu znaleźć katolickiego kupca, to było wcześnie po mszy świętej, napisaliśmy do kupca, z którym rozmawiał, ponieważ pochodził z  Gostkowa i był ewangelikiem; powiedziałem jeszcze, że muszę właśnie wyjechać do Reichenbach (Dzierżoniowa) i zostanę do następnego dnia, tak długo dopóki nie wrócę, chcieliśmy wszystko zrobić,  zwróciłem się do tutejszego posiadacza majątku, który nazywał się Hoppner, który był w stanie i miał ochotę kupić. Wraz ze swoją żoną był zadowolony i tak się rozstaliśmy. Ale tego samego dnia popołudniu szukał kogoś, kto  mu potowarzyszy do Giesmannsdorf (Gostkowa), ponieważ nie znalazł nikogo, tak więc pojechał następnego dnia, sprzedał w Gostkowie temu, któremu odmówiliśmy. Także teraz prosiłem Pana Cantora Gnüthemanna, aby anulować ten niedokonany zakup, poszedłem z Panem Cantorem do właściciela, ale on kazał powiedzieć, że nie ma go w domu, chowając się u swoich siostrzeńców.
W sobotę popołudniu spróbowaliśmy jeszcze raz i spotkaliśmy go
w towarzystwie swojego siostrzeńca na polu, ale gdy nas zobaczył, że idziemy, położył się i leżał godzinami i mokrym zbożu. Gdy po godzinie przerwaliśmy czekanie i poszukiwania, wyszli po tym, jak wróciliśmy do wsi. Siostrzeniec odgrywał wprawdzie Judasza, obiecując od wiejskiego kupca 300 marek.
Te 300 marek zostało wypłacone u adwokata Schulza w urzędzie. Złość była dla mnie duża, że myślałem że postanowię się przenieść do innej parafii, jeżeli tu nie można odnaleźć innych charakterów.

Oby dwa młyny tutaj i małe posiadłości znalazły się w posiadaniu ewangelików; około 4-5 domostw.

Aby zatrzymać leśne gospody, stałem się ich opiekunem, gdy umarli właściciele i tak się obecnie opiekowałem.  Wdowa kupiła wprawdzie 56 Morgów pola za 8400 talarów lub 25200 Marek, musiałem wystąpić o pieniądze, gdy wdowa od kościelnego miała dostać około 2000 Marek.  W leśnictwie wdowa kupiłaby i by się to udało, ale umarła tego roku, a gospodarka musiała zostać sprzedana, ponieważ dzieci były za małe. Czytałem o tym w 2 katolickich gazetach i do tej pory zgłosił się tylko jeden katolicki kupiec, szybko zrobiłem wszystko, co mogłem tylko zrobić. Pokolenia nie mogą mi robić żadnych zarzutów, gdy tutejsi wierni przestawali być katolikami. Jaskółki, nasi katolicy budowały gniazda, wróble, protestanci  siadali do środka. Dzieci tego świata, w swoim rodzaju są mądrzejsze niż dzieci światła. Orły (ptaki drapieżne) są właśnie protestantami wtedy, gdy ktoś z nas coś chce sprzedać.  Do przybranej wsi zagarnęli prawie wszystkich katolików.

To co dotyczyło tutaj stosunków katolickich, było pniem który utrzymywał ich wiernym kościołowi, szczególnie wśród młodych.

Niech to będzie uprzejmym wspomnieniem dla przyszłych pokoleń.

Przepraszam tylko za pośpiech przy pisaniu, ale miałem na to za mało czasu.

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus teraz i na wieki wieków

Amen.

Jaitner Proboszcz

TŁUMACZENIE 3

Kula na szpicu wieży kościelnej została wykonana w 1886 roku, a pozłocona w Görlitz, została 24 sierpnia 1886 roku bardzo uroczyście wciągnięta i osadzona. Ważyła 58 funtów
(29 Kilogramów).

Mistrz dekarz Brückner z Kamiennej Góry i Pan mistrz blacharstwa Pohl sami ją osadzili. Wieża została intensywnie podwyższona łącznie do około 19-20 metrów od stanu surowego. Rysunek naszkicował  w Kamiennej Górze królewski inspektor budowlany Pan Momm. Tego czasu proboszczem był Franz Jaitner. Kościół posiada majątek w wysokości 6690 Marek i 60 fenigów, do tej parafii należały miejscowości Hartau i Forst (obecnie Borówno), gościnnie zatrzymywali się tutaj katolicy z Czarnego Boru (Schwarzwaldau), których liczba wynosiła 240 dusz. Witków miał obecnie 1099 dusz (mieszkańców),
z których 83 są wyznania ewangelickiego, a 1016 katolickiego. Hartau i Forst (Hartau- Borowina, Forst- las- obecne Borówno ) liczyły ok. 900 dusz, z których około 30 jest ewangelikami.

Witków ma 2 nauczycieli, głównego nauczyciela i kantora Pana Paula Günthermanna i adiutanta Pana Augusta Paetyholda z Hartau , ale tylko jednego w osobie Pana Franza Urbanskiego i tak samo Forst w osobie Pana Juliusza Priegnera.

Zwierzchnik miejscowości albo urząd nadzorujący piastujący tutaj obecnie Pan Ambros Elsner, sąsiad Parafii, jako ławnik działał Pan posiadacz majątku August Kühn i Pan  mistrz stolarstwa Matzker August, potem jako sędzia szereg lat Pan August Schmidt, rozdzielający i główny posiadacz domu, który był sędzią wiernych w Witkowie.

Zwierzchnictwo szkoły sprawował Pan gospodarz i Pan mistrz stolarstwa August Matzker, proboszcz Franz Jaitner jest lokalnym rewizorem szkoły i w 3 innych szkołach i obecnie w prywatnej katolickiej szkole w  Chełmcu.

Jako zwierzchnik miejscowości Hartau wybrany został mistrz stolarstwa
Pan Josef Stuckert i jako ławnik.

W miejscowości Forst zwierzchnikiem jest Pan gospodarz Heinrich Jaeger, ławnik David Koppe- gospodarz i Peter Wagner- gospodarz, zwierzchnikiem  szkoły w Hartau jest Pan Johann Hoffmann- gospodarz i mistrz stolarstwa, Pan Josef Stuckert, w miejscowości Frost David Koppe- gospodarz Pan Peter Wagner.

Rada parafialna była złożona w następujący sposób: Do czerwca 1886 urząd piastował jako przewodniczący Pan Josef Elsner- gospodarz, zastępca Pan Heinrich Jaeger z miejscowości Forst. Członkowie Pan August Kühm- gospodarz, jednocześnie prowadzący kasę, mistrz stolarstwa i agent pocztowy Johann Müller – tutejszy, Pan sędzia August Schmidt- tutejszy, Pan Josef Koppe z Hartau-gospodarz i Pan Johann Heinzel- gospodarz z miejscowości Forst.
Od czerwca proboszcz Jaitner objął w myśl ustawy przewodnictwo.

Przedstawicielstwo wiernych składało się z:  przewodniczącego Pana gospodarza Josefa Pastingera, zastępca Pan Albert Rösner- tutejszy, członek Pan Johannes Kuhn- tutejszy posiadacz domu, Pan August Werscheck gospodarz
i właściciel domu- tutejszy, Pan Franz Vogt- gospodarz i tutejszy posiadacz domu, Pan Peter Niepel tutejszy posiadacz domu i tkacz, pan Josef Metzker- tutejszy mistrz rzeźni, Pan szewc Anton Rückert i tutejszy Pan mistrz murarstwa Peter Wöhler, z Hartau Pan Peter Friese- gospodarz, Pan Laurenz Koppe- rolnik, Pan Peter Mattern- rolnik , poborca i gospodarz Heinrich Kirchner
z miejscowości Frost. Pan  Peter Wagner- rolnik, Pan David Koppe- gospodarz, pan August Perschmann- rolnik, Pan August Hainzel- rolnik, Pan Adam Kirchner- gospodarz.

Dzieci szkolnych jest tutaj około 170, w miejscowości Forst 80, w Hartau 76.

Arcykapłanem i  jednocześnie królewskim inspektorem szkół w regionie jest proboszcz miasta  Sulików, jako landrat pan Leist, jako zwierzchnik urzędów Pan Max Böhmer- posiadacz majątku i jako urzędnik stanu cywilnego Pan sędzia emerytowany August Schmidt.

Sporządzono Witków 22. Sierpnia 1886 Jaitner Proboszcz

Dopiero co skończyłem to pisanie dobiegła godzina 5:30, po południu 23.08 tutejszy cieśla, który miał 19 lat spadł z wieży, wypadł z jednego z 4 okien na samej górze i chciał się wspiąć w górę po linie , ale jedna ręka ześlizgnęła się
i następnie druga i tak uderzył głową (spadając głową naprzód) o daszek pokryty łupkiem  tak zwanego bęcwała po stronie wschodniej, tak że tył głowy miał roztrzaskany, a  części mózgu i czaszki leżały rozrzucone na 4 nawet 5 metrów. Śmierć musiała nastąpić od razu. Bóg da mu spokój. Tak została zniszczona ciągła radość. Człowiek strzela, Pan Bóg kule nosi. To był okropny
i wstrząsający widok.

Pozostaw komentarz

Powered by WordPress | Valid XHTML 1.0 | CSS 2.0